Bosy biegacz Karol Trojan z rekordem Polski

Opublikowany przez

W miejscowości Łyse gmina Ostrołęka na Kurpiach odbyły się 11. Mistrzostwa Polski w biegu 24-godzinnym. Rekord Polski poprawił i to o 19 km sądeczanin, biegający boso, Karol Trojan UKS Budowlani Nowy Sącz.

Przed wyjazdem na Kurpie sądecki biegacz miał spore obawy.
– Nigdy nie biegałem 100 km, a taki miałem cel minimum, który i tak był lepszy od starego rekordu Polski – mówił Karol Trojan. – Nie wiedziałem jak się zachowa organizm, nogi, itd. Już na trasie okazało się, że moje obawy były słuszne. Pętla wynosiła 2 km i po kilku godzinach, a im dłużej trwał bieg, tym było ciężej. Były chwile zwątpienia, bolało mnie wszystko, a najbardziej lewa stopa. Jednak nie brakowało mi wewnętrznej mobilizacji. Najważniejsze jednak jest to, że się udało. Spełniłem swoje marzenie, czyli pokonanie 100 k, poprawiłem rekord Polski, który teraz wynosi 112,950 km. Odpoczywa, ale już myślę o kolejnym wyzwaniu. Warto dodać, że to był mój debiut na takim dystansie. Dokonało się też inne marzenie – „pierwsza setka” (100 km) i zostaniem ultrasem „pełną gębą”.

O samym biegu opowiada bohater:
Trasa? Pokręcona, prawie dwukilometrowa, pętla. Delikatne podbiegi, które na pierwszych okrążeniach były mało znaczące, z każdym kolejnym kilometrem, były wyraźniejsze. W sumie dzięki temu trasa nie była monotonna. Po „wdrapywaniu się”, psychologicznie przychodził czas „luźniejszego” biegu.
I bolało. To nie autosugestia, lecz naturalna konsekwencja przekraczania własnych granic. Pierwsze „oj, ał” zaczęło się w okolicy dystansu maratońskiego (42,195 km). „Noga” podawała, lecz stopy delikatnie przypominały o sobie. W sumie, nie ma co się im dziwić. Mija 13. godzina biegu – „pękła setka”, czyli 100 km! Jest ciemno – „Noc zombie” – jak mawiają doświadczeni ultrasi. Dlaczego tak ją nazywają? Po prostu, każdy biegnie już na zmęczeniu, krok za krokiem, jakby na autopilocie. Wyruszam na kolejne „kółko”. Każdy krok powoduje już tak duży ból, iż nie mogę „normalnie” postawić lewej stopy na ziemi. „Kuśtykam” dalej. Rozpoczyna się druga ulewa…Nie mogąc już sprawnie biec, a przez co, nie rozgrzewając organizmu, zaczynam się wychładzać. Do tego stopnia, iż czuję jak „trzęsą mi się wewnętrzne organy”. Krok za krokiem staram się jak najszybciej dotrzeć do strefy serwisu, aby choć trochę się ogrzać. Jest ciężko, nawet bardzo ciężko. Dochodzi do mnie, iż to może być już koniec zmagań. Nie ze względu na temperaturę (zawsze można się ogrzać i cieplej ubrać), lecz „dzięki” braku chęci współpracy ścięgna w lewej stopie…Chciałoby się kolokwialnie rzec „a tak dobrze żarło, żarło i.. zeżarło…”. W końcu po około 40. minutach (tak tyle zajęło mi pokonanie tej nieszczęsnej pętli), przekraczam, jak się okaże za chwilę, przedostatni raz, linię startu/mety.
Optymistyczna wizja przyszłości…
Podczas startu nie zawiodła mnie kondycja tylko stopa. Może nie tyle zawiodła, co sprawiła, iż rywalizacja na trasie nie potoczyła się tak, jak tego oczekiwałem. Nie mniej jednak, nie jestem na nią obrażony, gdyż w sumie przebiegła ponad dwukrotnie dłuższy dystans niż dotychczas jednorazowo „w swoim życiu”. Można by rzec „przeszła same siebie” – tak właśnie, trzeba szukać pozytywów zaistniałej sytuacji.
Czy czegoś się nauczyłem?
Oczywiście! Obserwacja siebie, pobliskich supportów oraz poszczególnych zawodników, pozwoliły mi „podpatrzeć” kilka tricków.
Słowa „DZIĘKUJĘ!” należą się:
– Rodzinie za wsparcie, „tolerowanie” mojego pomysłu na życie oraz nieobecności w domu podczas treningów, wyjazdów na zawody;
– Trenerowi Andrzejowi Tokarzowi za wspólną pracę;
– Znajomym, Wam Czytelnikom mojego bloga,  za słowa wsparcia i kibicowanie;
– Łukaszowi, Danielowi, Karolowi, Panu Czesławowi, Andrzejowi, Pawłowi, za „przygarnięcie” mnie do grupy biegowej „Poranny patrol”.
– Andrzejowi, Pawłowi, za możliwość obserwacji ich zmagań na trasie i podejrzenia pracy supportu (Andrzej wygrał Mistrzostwa Polski w kategorii „Open”.
– Dorocie, z grupy biegowej „Biegam Bo Lubię Ostrołęka”, która „przywróciła mnie do żywych” suszarką do włosów;
– i oczywiście Wam Moi Drodzy Partnerzy wyjazdu na 11. Mistrzostwa Polski w biegu 24 – godzinnym, dzięki którym mogłem rywalizować w Łysych z najlepszymi Biegaczkami i Biegaczami.
Karol BOSY WIRUS Trojan

Sportowiec, dążący do zawodowstwa

Bosy biegacz, ultramaratończyk

Propagator bosej aktywności

Ambasador Miasta Nowego Sącza

Ambasador Festiwalu Biegów

Rekordzista Polski w biegu 24-godzinnym boso

Pierwszy bosy zdobywca „Korony Polskich Półmaratonów”

Pierwszy biegacz, który boso obiegł Miasto Nowy Sącz

Autor bloga „http://bosywirus.pl” oraz programu „Biegam z Kulturą” (http://biegamzkultura.pl)

E-mail: karol.trojan@bosywirus.pl